

kwi
24
Lata sześćdziesiąte są początkiem wyjątkowej dekady w modzie. Na rynek wróciły wtedy princeski, czyli suknie nieodcinane w talii, lekko wcięte i rozszerzone u dołu. W Rzymie i Paryżu nie rezygnowano nadal z abstrakcyjnych rurkowatych i owalnych kształtach. Do tego oczywiście spiczaste kapelusze, koniecznie wysokie i szerokie kołnierze. We Włoszech natomiast wzorem strojów był sztandarowy owal. Projektanci firmy Dior stawiali wtedy na obszerne rękawy, wysokie, przylegające do szyi kołnierze oraz dodatki ze skóry, głównie czarnej.
To oczywiście były ubrania odświętne, w życiu codziennym nadal można było zobaczyć prostotę, nakładanie żakietu lub płaszcza na sukienkę bez rękawów, zastosowanie efektu warstw. Eksponowano również tunikowe topy, falbanki i warstwowe spódnice. Latem najpopularniejsze były sukienki z dekoltem i króciutkie żakieciki do talii. Ceniono sobie chusteczkowe ogromne kołnierze, najczęściej przypinane do sukienek, zdobione kokardkami lub kwiatkami. Spódnice, obowiązkowo za kolano miały kształt tulipana lub kielicha.

